Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam słońce. Można się rozebrać, pozwolić skórze odetchnąć po zimowych masach ciuchów :)
Tosia od 8 jest w przedszkolu, a ja się biorę ostro za pracę. zamówiłam masę papieru i czekam. Liczę na to, że jutro już będzie. Do tego w planie jest wypad do Legnicy po szkło.
A teraz szybki outfit z rana. Szczerze to nie mam czasu i chęci z rana się stroić. Ogólnie wygląda to tak. Budzę się, zerkam na okno by zobaczyć czy przez rolety przebija się słońce, wstaję i sprawdzam czy wieje zimny wiatr. Podchodzę do wieszaka i wiem, że biorę spodenki, lekkiego nietoperza i japonki. :)
Japonki kupione podczas niedzielnego wypadu. Wygodne, świetnie sie prowadzi w nich samochód :)
Najbardziej uwielbiam, gdy niektóre mamy, które z pewnością rano również nie mają czasu ani chęci na ubieranie się, przychodzą do przedszkola w dresach i rozciągniętych koszulkach i zerkają na mnie z tym "czymś" w oczach. Nie wiem dokładnie z "czym" ale obcinają mnie z góry na dół. Może to chęć bym zniknęła, może w myślach jadą mnie za to, że mam albo krótką spódniczkę, albo bardzo obcisłe spodnie lub sukienkę. Tatusiowie patrzą troszkę inaczej ......hmmmm.
:)
Uciekam. Miłego dnia i do później. :*
Showing posts with label buty. Show all posts
Showing posts with label buty. Show all posts
Tuesday, May 31, 2011
Sunday, May 29, 2011
KARKÓWKA ZALANA WINEM
Niedziela minęła mi fantastycznie. Zrobiliśmy sobie małą rodzinną wyprawę, przy okazji kupiłam Tosi kilka rzeczy, sobie buty i ogólnie było naprawdę bardzo przyjemnie.
Po powrocie do domku poczułam znów chęć na grilla. Długo nie musiałam czekać na pyszną karkówkę i boczek. Wszystko zalewaliśmy dziś białym wytrawnym austriackim winem i naprawdę warto było. Smak mięsa był powalający.
Wieczór nie obył się również od małego wypadku Tośki. Ogólnie znów wjechała jak czołg w fazę bycia niedobrą, ignorowania itp. Dziś pobiła swoje zachowanie na głowę od ostatniego razu. Tak wariowała, że aż straciła równowagę i przyrżnęła konkretnie w sama krawędź szafki. Na czole ma siną, spuchniętą krechę i chyba dopiero teraz dotarło do niej, że gdy mama mówi uspokój się to nie dla maminego widzimisie lecz dla zdrowia i bezpieczeństwa córki.
Ide spać. Jutro masa obowiązków mnie czeka. :***
Po powrocie do domku poczułam znów chęć na grilla. Długo nie musiałam czekać na pyszną karkówkę i boczek. Wszystko zalewaliśmy dziś białym wytrawnym austriackim winem i naprawdę warto było. Smak mięsa był powalający.
Wieczór nie obył się również od małego wypadku Tośki. Ogólnie znów wjechała jak czołg w fazę bycia niedobrą, ignorowania itp. Dziś pobiła swoje zachowanie na głowę od ostatniego razu. Tak wariowała, że aż straciła równowagę i przyrżnęła konkretnie w sama krawędź szafki. Na czole ma siną, spuchniętą krechę i chyba dopiero teraz dotarło do niej, że gdy mama mówi uspokój się to nie dla maminego widzimisie lecz dla zdrowia i bezpieczeństwa córki.
Ide spać. Jutro masa obowiązków mnie czeka. :***
Subscribe to:
Posts (Atom)